Adrian Kwiek Doradca Finansowy

Adrian Kwiek Doradca Finansowy Moim głównym celem, jest dbanie o dobro moich klientów.

Kredytobiorcy dostaną po kieszeniach. Tak będą rosły ratyCeny mieszkań rosną, a stopy procentowe są historycznie niskie,...
01/10/2021

Kredytobiorcy dostaną po kieszeniach. Tak będą rosły raty

Ceny mieszkań rosną, a stopy procentowe są historycznie niskie, co sprzyja zadłużaniu. Eksperci ostrzegają jednak, że raty kredytów pójdą w górę. Przy kredycie w wysokości 330 tys. zł powrót do stóp sprzed pandemii oznacza wzrost rocznego obciążenia kredytobiorcy o ok. 3,2 tys. zł.

Ceny w Polsce rosną najszybciej od 20 lat, przez co coraz częściej mówi się o podwyżce stóp procentowych. Choć na razie bank centralny pozostaje bierny, nie ma wątpliwości, że stopy w końcu pójdą w górę. A to zła wiadomość dla kredytobiorców.

W ubiegłym roku stopy procentowe zostały ścięte prawie do zera, żeby pobudzić gospodarkę w czasie koronakryzysu. Ta decyzja zmartwiła wszystkich oszczędzających w bankach (odsetki stały się symboliczne), ale ucieszyła kredytobiorców. Spadły bowiem raty kredytów. Przyczyniło się to do boomu, który obserwujemy na rynku nieruchomości.

Obecnie na rynku mamy sytuację, w której rosnącym cenom mieszkań towarzyszą historycznie niskie stopy. Może to stanowić ryzyko dla tych, którzy zachęceni tanimi kredytami postanowili zadłużyć się na drogie lokum.

Stopy procentowe pójdą bowiem w górę, a wraz z nimi raty kredytów. Przed takim ryzykiem kredytobiorców ostrzega Komisja Nadzoru Finansowego. Podwyżkę rat trzeba więc uwzględnić planując domowy budżet. Policzyliśmy, ile może wynieść.

Również UOKiK ostrzega, że zaciągany na kilkadziesiąt lat dług wiąże się nie tylko z ryzykiem wahania stóp procentowych, ale też np. spadkiem cen nieruchomości i ich wartości.

Z kolei Narodowy Bank Polski - w opublikowanym w czerwcu raporcie - zwraca uwagę, że banki powinny wymagać, aby kredytobiorcy dysponowali buforami dochodowymi, umożliwiającymi spłatę kredytów w sytuacji, gdy w Polsce wzrosną stopy procentowe.

Na oprocentowanie kredytu składa się: marża banku oraz stawka WIBOR. Marża jest ustalana na cały okres spłaty kredytu. Natomiast stawka WIBOR jest zmienna, a na jej wysokość wpływa poziom stóp procentowych w Polsce.

Średnia wartość nowo udzielanego kredytu hipotecznego to 330 tys. zł, a najpopularniejszy okres zadłużenia to 25 lat. Jeśli w ostatnim czasie wzięliśmy taki kredyt, to przy jego oprocentowaniu 2,83 proc. rata wynosi obecnie 1536 zł, wynika z obliczeń Jarosława Sadowskiego, analityka z Expander Advisors.

Jednak stopa referencyjna NBP jest teraz rekordowo niska i wynosi zaledwie 0,1 proc., podczas gdy przed pandemią wynosiła 1,5 proc. Natomiast 3-miesięczna stawka WIBOR to 0,24 proc. wobec 1,71 przed pandemią.

Warto zauważyć, że 3-miesięczna stawka WIBOR ostatnio lekko wzrosła - z 0,21 proc. do 0,24 proc. Dlaczego, skoro stopy procentowe na razie stoją w miejscu? Otóż rynek i banki spodziewają się podwyżki stóp, zatem stawka już minimalnie poszła w górę.

Gdyby stopy procentowe powróciły do poziomu sprzed pandemii (a stawka WIBOR wzrosła o 1,5 pkt proc.), rata wspomnianego kredytu wzrosłaby do 1803 zł, czyli o 267 zł miesięcznie. W skali roku daje to aż ok. 3,2 tys. zł.

Oczywiście, jeśli zaczną się podwyżki stóp, nie oznacza to, że od razu wrócimy do poziomu sprzed pandemii. Dostosowanie najprawdopodobniej nastąpi stopniowo. Jeśli WIBOR wzrośnie o 0,5 pkt proc., to rata wspomnianego kredytu zwiększy się o niecałe 90 zł miesięcznie, czyli o ok. 1000 zł rocznie.

A co z kredytami, które braliśmy kilkanaście lat temu? W tym przypadku raty też wzrosną, ale w znacznie mniejszym stopniu. W 2008 roku mieszkania były tańsze, a średnia kwota kredytu hipotecznego wynosiła 146 tys. zł. Taki kredyt udzielany był najczęściej na okres 30 lat. Niższe były także marże. Do tego, po kilkunastu latach, część kredytu została już spłacona.

Rata kredytu wziętego w styczniu 2008 roku, wynosi obecnie 564 zł miesięcznie, wynika z obliczeń Jarosława Sadowskiego. Gdyby stopy procentowe powróciły do poziomu sprzed pandemii, rata wspomnianego kredytu wzrosłaby do 633 zł, czyli o niecałe 70 zł miesięcznie. W skali roku daje to ok. 800 zł.

Warto też pamiętać, że w okresie niemal zerowych stóp procentowych ciekawą opcją jest system malejących rat. Klienci bardzo rzadko wybierają taką opcję. A można na tym oszczędzić od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Kiedy może zatem dojść do pierwszej podwyżki stóp procentowych? Jeśli weźmiemy pod uwagę tylko wypowiedzi szefa banku centralnego Adama Glapińskiego – nieprędko. Jego zdaniem ceny w Polsce rosną w kategoriach, na które bank centralny i tak nie ma wpływu (np. energia, paliwa), a więc wysokość stóp nie ma tu nic do rzeczy i podwyżka nie zatrzyma drożyzny.

Rynek i część ekonomistów wierzy jednak, że do podwyżki dojdzie w listopadzie. Dlaczego w listopadzie? Wtedy pojawią się nowe prognozy inflacji i wzrostu gospodarczego przygotowane przez bank centralny. Być może prognoza dalszego wzrostu cen przekona Radę Polityki Pieniężnej (RPP) o konieczności podniesienia stóp.

W skład RPP wchodzi 10 członków, jednak decyzje w Radzie nie zapadają jednogłośnie. W obecnym składzie przewagę mają "gołębie", czyli zwolennicy niskich stóp, do których należy także przewodniczący Adam Glapiński.

W listopadzie może zatem dojść do decyzji, która bezpośrednio wpłynie na portfele kredytobiorców. Część ekonomistów jest jednak zdania, że stopy nie zmienią się do połowy 2022 roku, a niektóre prognozy wskazują nawet na początek 2023 roku. Analitycy ostrzegają także, że jeśli RPP przegapi moment, w którym trzeba podnieść stopy, potem trzeba będzie podnieść je jeszcze bardziej, aby walczyć z inflacją. A na tym ucierpieliby kredytobiorcy.

Żródło: Money.pl

Zmiany w podatkach na posiedzeniu SejmuW piątek Sejm zajął się propozycją zmian podatkowych, zawartych w programie Polsk...
27/09/2021

Zmiany w podatkach na posiedzeniu Sejmu

W piątek Sejm zajął się propozycją zmian podatkowych, zawartych w programie Polski Ład. Chodzi m.in. o zwiększenie kwoty wolnej od podatku. Opozycja zgodnie krytykowała pomysły podatkowe.

- Ta ustawa wprowadza zmiany rewolucyjne i korzystne dla podatników - mówił poseł P*S Henryk Kowalczyk. - Zaproponowany system w sposób szczególny wspiera osoby najniżej zarabiające. Skorzysta na niej 90 proc. osób płacących podatki.

Politycy KO ustawę skrytykowali, twierdząc, że obniżka podatków idzie w parze z podwyżkami.

- Najważniejszym elementem Polskiego Ładu jest zniesienie ulgi na składkę zdrowotną, czyli nie obniżka, a podwyżka PIT - mówiła posłanka Izabela Leszczyna z KO. - Ta ustawa zabierze z kieszeni podatników 80 mld złotych.

- Polski Ład to socjalistyczne oszustwo - skomentował Jarosław Gowin, były wicepremier i koalicjant P*S. - Uderza w osoby przedsiębiorcze i kreatywne. Planowana podwyżka obciążeń podatkowych jest bezprecedensowo wysoka.

Politycy Lewicy również krytykują Polski Ład i propozycje podatkowe.

- Mamy w Polsce chory system podatkowy, w którym biznesmen płaci niższe stawki, niż sprzątaczka, którego u niego sprząta. Wiosną zapowiedzieliście reformę, która to zmieni. Taką reformę jesteśmy w stanie poprzeć, ale dzisiaj przynieśliście jakiś śmieszny ogryzek. Nadal biznesmen będzie płacić niższe podatki niż sprzątaczka, która u niego sprząta – skrytykował pomysły podatkowe Polskiego Ładu Adrian Zadnberg z Razem.

- Chciałbym wyrazić bardzo duże zdziwienie, wydawać się mogło, że rozmawiamy o dwóch różnych projektach – podsumował dyskusję wiceminister Jan Sarnowski. Polityk zaczął wymieniać korzyści wynikające z Polskiego Ładu.

Opozycja chce odrzucenia projektu po pierwszym czytaniu.

Zmiany, którymi w piątek zajął się Sejm, dotyczą m.in. kwoty wolnej od podatku i podwyższenie progu podatkowego.

Projekt przewiduje podniesienie kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł i zwiększenie progu podatkowego z 85,5 tys. zł do 120 tys. zł oraz zmiany w naliczaniu składki zdrowotnej zarówno w odniesieniu do osób pracujących na etatach, jak i przedsiębiorców.

Składka zdrowotna dla osób rozliczających się z podatków w sposób ryczałtowy, liniowy czy poprzez kartę podatkową wzrośnie do 4,9 proc. w przypadku podatku liniowego.

W przypadku przedsiębiorców rozliczających się ryczałtem składka wyniesie maksymalnie 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia w przypadku przedsiębiorców osiągających 60 tys. przychodów rocznie.

Przypomnijmy, dziś zryczałtowana składka zdrowotna to 381 złotych i 81 groszy dla każdego niezależnie, czy zarobi 2,5 tys. złotych, czy 25 tys. złotych w miesiąc.

Wszystkie zmiany mają wejść w życie od 1 stycznia 2022 roku.

Źródło: Money.pl

Wszelkie możliwe wyliczenia wartości inflacji są powyżej celu ustalonego przez NBP.Prezes NBP Adam Glapiński często posł...
23/09/2021

Wszelkie możliwe wyliczenia wartości inflacji są powyżej celu ustalonego przez NBP.

Prezes NBP Adam Glapiński często posługiwał się wyliczeniami tzw. inflacji bazowej, by wesprzeć swoją argumentację przeciw podwyżkom stóp procentowych i zakończeniu dodruku pieniądza. Jednak i ten argument wypadł mu teraz z ręki, bo wszelkie możliwe wyliczenia inflacji bazowej przez NBP są powyżej górnych widełek celu inflacyjnego. Główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu Janusz Jankowiak wskazuje, że wzrost cen rzędu 4-6 proc. rocznie zostanie z nami na lata.

Inflacja w sierpniu wyniosła 5,5 proc. - wynika ze środowych danych GUS. Jeśli odciąć od tego wskaźnika ceny administrowane, czyli takie jak prąd, czy gaz to wzrost jest nieco niższy i wynosi 5,1 proc. - wynika z wyliczeń NBP opublikowanych w czwartek. Innymi słowy - ceny administrowane przyśpieszyły ogólny wzrost cen. To szacunek jednej z tzw. inflacji bazowych, które mają pokazywać trendy w określonych grupach cen.

Gdyby wyłączyć ceny żywności i energii, to byłoby wtedy 3,9 proc. inflacji, a gdyby wykluczyć ceny najbardziej zmienne, wtedy mielibyśmy 3,8 proc. - wyliczył NBP. Wyniku poniżej górnej granicy widełek celu inflacyjnego NBP, czyli 3,5 proc. (cel inflacyjny to 2,5 proc. +/- 1 pkt. proc.) nie udało się osiągnąć nawet przy wyliczeniu innego sposobu kalkulacji inflacji bazowej, czyli tzw. 15-proc. średniej obciętej, która eliminuje wpływ 15 proc. koszyka cen o najmniejszej i największej dynamice. Wyszedł tu wzrost cen o 4,1 proc. rdr.

Według Janusza Jankowiaka polityka monetarna musi się w tej sytuacji "skoncentrować na trudnym zadaniu zakotwiczenia oczekiwań inflacyjnych". Im bardziej ludzie spodziewają się wzrostu cen, tym bardziej będą naciskać pracodawców na podwyżki, a ci jak tylko je dadzą, to zaczną podnosić ceny. Jedynym wygranym tej spirali będzie początkowo budżet państwa, zgarniając dodatkowy zysk na inflacji, a konkretnie na większych wpływach z VAT.

Źródło: Business Insider

Jak naprawdę wygląda sytuacja budżetowa w Polsce?Minister finansów Tadeusz Kościński w wywiadzie dla "Super Expressu" st...
20/09/2021

Jak naprawdę wygląda sytuacja budżetowa w Polsce?

Minister finansów Tadeusz Kościński w wywiadzie dla "Super Expressu" stwierdził, że finanse publiczne są zdrowe i przewiduje deficyt budżetu na koniec roku na około 13 mld zł. Nie dodał, że to wszystko nie obejmuje setek miliardów złotych płynących ostatnio równolegle do budżetu. Gdyby je uwzględnić, wtedy teza o zdrowiu finansów publicznych byłaby zdecydowanie na wyrost.

– Jeśli gospodarka rozwijałaby się w takim tempie jak teraz, a wydatki budżetowe były takie, jak sobie zaplanowaliśmy, to deficyt mógłby wynieść ok. 13 mld zł. Finanse publiczne są zdrowe, wpływy ze wszystkich podatków rosną – wskazał minister Tadeusz Kościński w wywiadzie dla "Super Expressu".

Odniósł się w ten sposób do pytania dziennikarza, w którym ten wspomniał o 35 mld zł tegorocznej nadwyżki w budżecie na koniec lipca.

Sytuacja nie jest jednak tak różowa, jak minister chce, żeby myśleli czytelnicy "Super Expressu". Wpływy z podatków i owszem szybko ostatnio rosły, ale jeszcze szybciej rosły wydatki państwa. Finanse państwa to nie 35 mld zł nadwyżki po lipcu, ani nawet 13 mld zł deficytu budżetu na koniec roku. To duża dziura, w której tworzeniu biorą udział państwowe instytucje finansowe.

Kiedyś był to Krajowy Fundusz Drogowy w Banku Gospodarstwa Krajowego, teraz bezpośrednio BGK i Polski Fundusz Rozwoju uczestniczą w wyciąganiu wydatków państwa poza ramy budżetowe. Emitują obligacje, które gwarantowane są przez skarb państwa i pozyskane tak pieniądze wrzucają na rynek poprzez państwowe programy pomocowe w związku z covidowymi lockdownami. Nie prościej byłoby, gdyby obligacje wyemitował od razu skarb państwa, po co takie kombinacje?

Otóż cała procedura umożliwia ominięcie konstytucyjnego limitu długu w wysokości 60 proc. PKB. Konstytucja wskazuje na ustawy, przy określaniu co jest tym długiem, więc przed laty gdy rządowi zaczęło brakować pieniędzy, ustawa wyłączyła państwowe instytucje finansowe typu BGK z krajowej definicji długu. Łatwiej zmienić ustawę niż konstytucję. Trochę to nas kosztuje, bo oprocentowanie obligacji BGK i PFR jest nieco wyższe od obligacji skarbowych, ale ten koszt rząd przyjął dla większej swobody w wydatkach na okoliczność wydłużania się kryzysu.

Z tego wynika wielość definicji długu, które stosuje Ministerstwo Finansów. Najważniejsze są dwie. Pierwsza to definicja Państwowego Długu Publicznego (PDP), która służy do określania konstytucyjnych progów. Dług PDP wynosił na koniec czerwca 1 152 192 mln zł – podaje MF. Ale jest inny wskaźnik, który określa całkowitą wartość zadłużenia. To zgodny z definicjami międzynarodowymi, w tym unijnymi dług general government, który określa, jakie łączne zobowiązania przyjęły na siebie finanse publiczne. Na koniec czerwca wynosił 1 401 620 mln zł – wynika z danych MF.

Na marginesie i to nie jest pełnia prawdy, bo przecież są jeszcze zobowiązania państwa względem przyszłych i obecnych emerytów. Te uwzględnia licznik długu FOR, który dobił właśnie do kwoty 4 807 949 mln zł.

Na marginesie i to nie jest pełnia prawdy, bo przecież są jeszcze zobowiązania państwa względem przyszłych i obecnych emerytów. Te uwzględnia licznik długu FOR, który dobił właśnie do kwoty 4 807 949 mln zł.

Rzeczywisty dług to 197 proc. PKB
Policzmy teraz, jak kształtuje się dług publiczny w relacji do PKB. Za wartość PKB przyjmijmy produkt za 12 miesięcy kończące się w czerwcu 2021 r., czyli od trzeciego kwartału 2020 r. do drugiego kwartału 2021 r,. zgodnie ze wstępnym szacunkiem GUS było to 2 437 793 mln zł.

I tak. dług PDP to 47,3 proc. PKB, dług general government to 57,5 proc. PKB, a łączne zadłużenie według licznika długu to 197,2 proc. PKB. Dla porównania najbardziej zadłużone kraje świata mają obecnie dług general government na następujących poziomach:
Japonia około 266 proc. PKB,
Grecja 209,3 proc. PKB,
Włochy 160 proc. PKB.
Czy dług PDP liczony jako 47,3 proc. PKB daje finansom publicznym jeszcze margines odnośnie do zadłużania się i zawsze można po manipulować ustawą? Nie do końca. Są jeszcze kryteria konwergencji Unii Europejskiej. W ich ramach Polska nie powinna przekraczać 3 proc. PKB deficytu sektora instytucji rządowych i samorządowych lub zadłużenia w wysokości 60 proc. PKB.

Jak ważne jest to dla rządu Mateusza Morawieckiego, widać było po jego sobotniej wypowiedzi na wspólnej konferencji z Angelą Merkel. W rozmowach z ustępującą kanclerz Niemiec podniósł temat nieuwzględniania wydatków na obronność w kryterium konwergencji. Świadczy to o tym, jaką wagę rząd przywiązuje do tego tematu i dowodzi, że poważnie obawia się przekroczenia limitu. W projekcjach długu Ministerstwo Finansów trzyma się progu 60 proc., co widać m.in. po poniższym wykresie, który pojawił się w "Wieloletnim Planie Finansowym na Lata 2021–2024" przygotowanym przez rząd w kwietniu tego roku.

W kryteriach konwergencji powtórzone mamy właściwie kryteria konstytucyjne, czyli limit 60 proc. długu. Tyle że inna jest definicja długu, tj. tu obowiązuje wyższa wartość realnego długu 1,4 bln zł, a nie 1,1 bln zł z definicji konstytucyjnej. W rezultacie już jesteśmy na 57,5 proc. PKB, czyli margines zadłużania krytycznie się zawęził i do progu 60 proc. brakuje bardzo niewiele.

O ile jednak konstytucja nie przyjmie argumentów rządu, to Ecofin może je teoretycznie zaakceptować i zgodzić się na zawieszenie reguł lub ich korektę. Ale przy obecnym nastawieniu instytucji UE do Polski lepiej nie wiązać z tym większych nadziei.

Wyjątkiem od reguł konwergencji jest sytuacja, gdy relacja długu do PKB spada i zbliża się do wartości referencyjnej w "zadowalającym tempie". Wyjątkiem okazała się też pandemia, co widać po poziomach długu Grecji czy Włoch.

Państwa członkowskie Unii Europejskiej przedkładają co roku Komisji Europejskiej i Radzie Ecofin aktualizacje programów stabilności lub konwergencji. Na podstawie analizy tych dokumentów Rada Ecofin wydaje zalecenia dla polityk gospodarczych krajów, które należy uwzględnić przy projektowaniu budżetów na kolejny rok. Innymi słowy, Ecofin może narzucić Polsce np. wyzerowanie deficytu, jeśli rząd zacznie wydawać za dużo.

Te reguły zostały zawieszone na czas pandemii. Ale jak tylko z niej wyjdziemy, trzeba będzie reguły z powrotem stosować. Nie wiadomo wtedy, jak Ecofin podejdzie do przekroczenia limitu długu general government, więc rząd próbuje działać tak, żeby do tego poziomu się dopasować.

W wywiadzie dla "Super Expressu" minister Kościński zaznaczył jednak, że nie ma planów szybkiego zmniejszania wydatków państwa. Wręcz przeciwnie, uważa on, że przy wychodzeniu z recesji to nie jest dobry moment, by wstrzymać wsparcie państwa.

– To jest czas, w którym powinniśmy dalej wspierać gospodarkę. Chcemy wykorzystać możliwości, jakie jeszcze mamy. Takie działania rekomenduje też Komisja Europejska. Możemy te pieniądze wykorzystać na inwestycje – dodał szef państwowych finansów.

Żeby jednak utrzymać wydatki i jednocześnie utrzymać poziom zadłużenia poniżej 60 proc. PKB, trzeba będzie podnosić podatki. Rząd może też liczyć na odblokowanie zawieszonych w związku z praworządnością środków na odbudowę po COVID-19. Komisja Europejska wstrzymuje blisko 24 mld euro dla Polski z Funduszu Odbudowy z powodu łamania praworządności.

Źródło: Business Insider

Nastąpiło poróżnienie zdań w NBP.Łukasz Hardt z RPP ocenił na Twitterze, że najwłaściwszym posunięciem byłoby podniesien...
17/09/2021

Nastąpiło poróżnienie zdań w NBP.

Łukasz Hardt z RPP ocenił na Twitterze, że najwłaściwszym posunięciem byłoby podniesienie stóp procentowych o 15 punktów bazowych.

Choć ceny w Polsce rosną najszybciej od 20 lat, to władze monetarne wzbraniają się przed decyzją o podwyżce stóp procentowych. Na ubiegłotygodniowej konferencji prasowej prezes NBP Adam Glapiński deklarował, że wzrost inflacji wynika głównie z zewnętrznych szoków podażowych (czyli np. opóźnień w dostawach podzespołów) i w związku z tym Rada Polityki Pieniężnej (RPP) nie powinna na niego reagować.

Nie wszyscy członkowie RPP zgadzają się z Adamem Glapińskim. Inne zdanie ma Łukasz Hardt, którego na członka Rady powołał w 2016 r. prezydent. Według niego wyjście inflacji powyżej wyznaczonego celu nie jest przejściowe i wymaga reakcji ze strony władz monetarnych.

Jak tłumaczył w serii tweetów Łukasz Hardt, podwyższona inflacja nie wynika wyłącznie z szoków podażowych. Według niego w coraz większym stopniu napędza ją wzrost popytu, związany z bardzo dobrą koniunkturą i sytuacją na rynku pracy. Jego zdaniem w takich okolicznościach utrzymywanie stóp procentowych głęboko poniżej zera niesie ze sobą szereg negatywnych konsekwencji.

Jak ocenił urzędnik, najlepszym wyjściem dla NBP byłaby sygnalna podwyżka stopy referencyjnej o 15 punktów bazowych. Takie posunięcie według niego ograniczałoby ryzyko konieczności mocniejszej reakcji w przyszłości, a więc w długim okresie byłoby korzystne dla wzrostu gospodarczego. Jak dodawał, "pandemia pozostaje czynnikiem niepewności, ale ewentualne jesienne restrykcje nie powinny w znaczącym stopniu ograniczać działania gospodarki, której potencjał adaptacyjny jest wysoki".

Źródło: Business Insider

Zadbaj o swoje finanse już dziś. 🧮 Skontaktuje się ze mną, by zaoszczędzić na swoich umowach finansowych! 💲💲💲Zadzwoń lub...
06/09/2021

Zadbaj o swoje finanse już dziś. 🧮 Skontaktuje się ze mną, by zaoszczędzić na swoich umowach finansowych! 💲💲💲
Zadzwoń lub napisz, by dowiedzieć się więcej. 📖🤓

Polski Ład wypchnie część przedsiębiorców do Czech. "Wolę uciec z firmą tam, gdzie coś odłożę".Na zmianach zyskają mniej...
12/08/2021

Polski Ład wypchnie część przedsiębiorców do Czech. "Wolę uciec z firmą tam, gdzie coś odłożę".

Na zmianach zyskają mniej zarabiający etatowcy, emeryci, renciści. Stracą jednak przedsiębiorcy, którzy mogą poszukać dla siebie nowego miejsca za południową granicą.

"Mamy gotowy projekt podatkowej części Polskiego Ładu. To historyczna obniżka podatków. Zyska aż 18 mln podatników. 2/3 emerytów przestanie w ogóle płacić podatki. Zostawimy 8 mld zł w kieszeniach naszych obywateli." - mówił w poniedziałek minister finansów Tadeusz Kościński.

Zyskać ma 90 proc. emerytów, czyli blisko 8,1 mln osób, 67 proc. osób zatrudnionych na etacie. Stracą jednak głównie osoby na działalności gospodarczej, które przestaną płacić niską, zryczałtowaną stawkę składki na ZUS.

Dziś wynosi ona około kilkuset złotych i płaci ją w identycznej kwocie i przedsiębiorca zarabiający 3 tys. zł, co i ten mający 30 tys. zł dochodu.

Dotąd przedsiębiorca od jednego miliona zł płacił 190 tys. zł podatku. Po zmianach będzie musiał zapłacić 280 tys. zł. W tym 19 proc. podatku i 9 proc. składki zdrowotnej, czyli o 90 tys. zł więcej.

Dlatego, jak zauważa w swoim stanowisku Konfederacja Lewiatan, na zmianach straci kilkaset tysięcy przedsiębiorstw produkcyjnych, handlowych, usługowych. Firmy budowane przez lata, często duże zakłady, zatrudniające wielu pracowników.

Po prezentacji założeń nowego ładu wielu przedsiębiorców zaczęło interesować się przenoszeniem swoich działalności za południową granicę.

W załatwianiu formalności po czeskiej stronie granicy od kilku lat zajmują się wyspecjalizowane firmy. W ostatnim czasie pojawiają się nowe. Widać, więc że jest popyt na ich usługi.

Jak dodaje, szczególnie dla specjalistów z branży IT przenosiny działalności często oznaczają również wyprowadzkę z Polski.

Czechy kuszą przedsiębiorców głównie jednolitą daniną dla samozatrudnionych. W przeliczeniu do jednego tysiąca zł. Dostępna jest dla zarabiających nie więcej niż 178 tys. zł. Czechy nie są rajem podatkowym. Stawki procentowe podatków są bardzo zbliżone do polskich. Liniowy wynosi identycznie jak w Polsce 19 proc. Składka emerytalna i zdrowotna jest jednak niższa, odpowiednio 14,6 proc. i 6,75 proc.

W Polsce składki na ubezpieczenie zdrowotne nie stanowią kosztów uzyskania przychodu. Mogą one zostać jedynie odliczone od podatku. W Czechach są kosztem, a to zmniejsza podstawę do opodatkowania.

Źródło: Money.pl

Galopujące zadłużenie Polski. Gdyby rząd stosował zasady unijne, bylibyśmy tuż pod limitem konstytucyjnym.Deficyt polski...
09/08/2021

Galopujące zadłużenie Polski. Gdyby rząd stosował zasady unijne, bylibyśmy tuż pod limitem konstytucyjnym.

Deficyt polskich finansów publicznych wciąż jest ogromny, a tempo przyrostu zadłużenia nie zwalnia. Wynika to z opublikowanych w czwartek danych unijnego urzędu statystycznego.

W pierwszym kwartale 2021 roku deficyt sektora finansów w Polsce wyniósł 2,6% PKB - podał Eurostat. Po pierwszych trzech miesiącach roku, czyli niemal dokładnie w rok od dotarcia do Polski epidemii COVID-19, krajowy dług publiczny sięgnął równowartości 59,1% PKB. Gdyby polski rząd stosował unijną metodologię, oznaczałoby to, że znaleźliśmy się bardzo blisko dopuszczalnej przez konstytucję bariery zadłużenia, wynoszącej równowartość 60% PKB.

Wyrównany sezonowo deficyt sektora finansów publicznych w Polsce był nawet nieco wyższy niż w ostatnich trzech miesiącach 2020 roku, kiedy wyniósł 2,4% PKB. Dług publiczny, liczony według metodologii ESA2010, zwiększył się w pierwszym kwartale 2021 roku o równowartość 1,6 punktu procentowego PKB w porównaniu z 57,5% PKB notowanymi w czwartym kwartale 2020 r. Dodajmy, że w momencie wybuchu pandemii COVID-19, na koniec marca 2020 roku, dług publiczny wynosił 47,5% PKB

Tempo przyrostu zadłużenia w Polsce lokuje nas pod tym względem w niechlubnej czołówce UE, a wyprowadzenie przez rząd Mateusza Morawieckiego wielu wydatków poza budżet sprawia, że wiarygodne porównania można uzyskać tylko stosując metodologię unijną. Polska definicja zadłużenia publicznego nie obejmuje chociażby obligacji BGK i PFR, które wykorzystano do stymulacji mającej wyciągnąć polską gospodarkę z kryzysu. Według polskiej metodologii dług publiczny wynosi o ponad 234 miliardów PLN mniej, niż wynika z obliczeń Eurostatu.

Wzrostowi zadłużenia towarzyszy jednak skup obligacji przez NBP za nowo kreowany pieniądz. Tylko w pierwszym półroczu takiego pieniądza napłynęło na rynek 53 miliardów PLN. Dzięki skupowi obligacje wyemitowane przez sektor finansów publicznych trafiają do banku centralnego, gdzie w praktyce mogą pozostać na zawsze.

W ten sposób skup obligacji sprawia, że faktycznie przynajmniej części długu publicznego nie będzie trzeba spłacić nigdy. Minusem obecnej sytuacji jest jednak to, że rząd i NBP najwyraźniej przesadziły ze skalą wsparcia dla gospodarki. Działania stymulacyjne miały pozwolić gospodarce uniknąć wpadnięcia w deflacyjny kryzys, jednak ostatecznie doprowadziły do pojawienia się podwyższonej inflacji, która znacząco odbije się na naszych portfelach.

Źródło: Business Insider

Kłopoty w ZUS. "Czternaste emerytury mogą być zagrożone".Jeżeli dojdzie do strajku w ZUS, to może mieć to ogromne wpływ ...
06/08/2021

Kłopoty w ZUS. "Czternaste emerytury mogą być zagrożone".

Jeżeli dojdzie do strajku w ZUS, to może mieć to ogromne wpływ na miliony Polaków. Związkowcy ostrzegają, że może dojść do zablokowania wypłat wielu świadczeń. - Protest ZUS może mieć potężne konsekwencje – ostrzega Piotr Szumlewicz ze Związkowej Alternatywy.

W ZUS wrze. Urzędnicy są na tyle niezadowoleni z sytuacji. Związkowcy planują akcję protestacyjną. Piotr Szumlewicz w "Super Expressie" zapowiedział, że jeżeli rząd nie zrobi nic w kierunku poprawy sytuacji Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, to jesienią dojdzie do strajku.

Zdaniem dziennikarzy ostra forma protestu może doprowadzić nawet do przesunięcia wypłat czternastej emerytury.

Piotr Szumlewicz komentował sytuację również dla money.pl. Związkowiec zwracał uwagę, że protest ZUS może mieć potężne konsekwencje, z których rządzący zdają się nie zadawać sprawy.

Związkowa Alternatywa oczekuje, że rząd przyjmie postulaty poprawy sytuacji w ZUS. Związkowcy oczekują m.in. podwyższenia pensji o 1000 zł netto, likwidacji przymusowych nadgodzin, półrocznego i płatnego urlopu dla poratowania zdrowia dla pracowników sali obsługi klientów i centrum obsługi telefonicznej, a trzymiesięczny dla pozostałych pracowników.

Źródło: Money.pl

Polski Ład i nowe obciążenia podatkowe. Eksperci są zaniepokojeni zmianami.Przygotowany projekt ustawy podatkowej, będąc...
04/08/2021

Polski Ład i nowe obciążenia podatkowe. Eksperci są zaniepokojeni zmianami.

Przygotowany projekt ustawy podatkowej, będącej elementem Polskiego Ładu, został skierowany do konsultacji. Minister finansów powiedział, że od przyszłego roku przedsiębiorcy mają płacić składkę zdrowotną na takim samym poziomie jak pracownicy. Z podwyżkami podatków nie zgadza się wicepremier Jarosław Gowin. Przedsiębiorcy również nie popierają zmian - szczególnie że część firm podnosi się dopiero ze skutków pandemii.

Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha wskazuje, że stan finansów publicznych jest bardzo zły, a rząd próbuje uzyskać większe wpływy budżetowe.

Jak zaznacza, rząd próbuje uzyskać większe wpływy budżetowe nie metodami takimi, jak obniżki opodatkowania - żeby wyzwolić energię i przedsiębiorczość społeczeństwa - tylko zwiększając ciężary podatkowe. Stąd - ocenia ekspert - bez wątpienia ci, na których spoczywa wytworzenie między 60-80% polskiego PKB, czyli mikro i małe firmy, będą pod fiskalną presją i nie zmieni faktu to, że część z tych firm dostanie ulgę, która ma zrekompensować część podwyżek. Zdaniem Sadowskiego, jeżeli rząd chce osiągnąć cel strategiczny, a jest on bardzo jednoznaczny i bezdyskusyjny - aby Polska szybciej dogoniła gospodarki krajów Zachodu - to przy takich limitach dla polskiego dobrobytu, ten cel nie zostanie zrealizowany.

"Po pierwsze dlatego, że w tym okresie firmy nie chcą żadnej rewolucji podatkowej, kiedy nie wiadomo, czy i kiedy skończy się zagrożenie pandemią. Trudno zrozumieć, dlaczego w tak trudnym okresie dla odradzającej się aktywności gospodarczej rząd wprowadza nowe źródło niepewności, co utrudnia planowanie inwestycji i zatrudnienia. Po drugie, zaproponowane zmiany mają cel redystrybucyjny na rzecz emerytów i osób o niskich zarobkach i są dla przedsiębiorstw niekorzystne, ponieważ podniosą koszty pracy najlepiej wykwalifikowanych pracowników. Po trzecie dlatego, że zmiany dalej skomplikują system podatkowy, w więc zostanie zmarnowana szansa na uproszczenie systemu podatkowego przez wdrożenie kompleksowej reformy. Po czwarte dlatego, że zmiany w porównaniu do slajdów z manifestu "Polskiego Ładu", mimo protestu przedsiębiorców, są symboliczne i ograniczają się do np. preferencji dla ryczałtowców, a więc wąskiego kręgu zawodów osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą, a przy okazji zaproponowano nowe, niekorzystne dla biznesu uszczelnienie systemu np. leasingu samochodów czy metod walki z szarą strefą na rynku pracy." - mówi prof. Paweł Wojciechowski, wiceprezydent i główny ekonomista Pracodawców RP.

Przypomina, że rząd dał zaledwie dwa tygodnie na konsultacje z przedsiębiorcami, w pełni okresu wakacyjnego, a wiceminister finansów również ma uwagi od resortu rozwoju, co świadczy o tym, że projekt nie jest do końca uzgodniony w ramach koalicji rządowej, "co urąga trybowi rzetelnych konsultacji społecznych".

Źródło: Business Insider

Te dane zwiastują przyśpieszenie inflacji. Producenci i rolnicy podnoszą ceny.Jeśli ktoś się już zaczynał cieszyć z lekk...
02/08/2021

Te dane zwiastują przyśpieszenie inflacji. Producenci i rolnicy podnoszą ceny.

Jeśli ktoś się już zaczynał cieszyć z lekkiego spowolnienia wzrostu cen w czerwcu, to nowe dane z gospodarki wskazują, że ta radość długo nie potrwa. Ceny podnoszą producenci, rolnicy i budowlańcy.

Inflacja w czerwcu wyniosła 4,4% rok do roku, co jest niższym odczytem niż w maju, gdy wyliczono ją na 4,8%. Miesiąc do miesiąca wzrost był już tylko 0,1%. Czy ceny będą spowalniać? Nowe dane GUS temu przeczą.

Okazuje się, że producenci podnieśli w czerwcu swoje ceny w porównaniu z majem o aż 0,7% - podaje GUS. Rok do roku to aż 7%. To wszystko z opóźnieniem przekłada się na ceny w sklepach.

Artykuły spożywcze zdrożały o 4,6%., a materiały budowlane o 2,3%, cena skupu żyta rok do roku wzrosła o aż 33,2%.
Mocno zdrożał też w skupie drób (+29,4% rok do roku) do 4,50 PLN za kg i bydło (+19,3% rok do roku) do 7,48 PLN za kg. Mleko w skupie podrożało o 15% w skali roku do 1,50 PLN za litr.
W górę idą jeszcze ceny usług budowlanych, co też może wynikać z braku tańszych pracowników z zagranicy. W czerwcu ceny były wyższe o 0,6% niż w maju i o 3,7%, niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku.

Źródło: Business Insider

Adres

Aleja Niepodległości 809A
Sopot
81-810

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Adrian Kwiek Doradca Finansowy umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Adrian Kwiek Doradca Finansowy:

Udostępnij