11/02/2024
Minione wieki, pozostawiły po sobie w Krakowie ogrom dziedzictwa i to najprzeróżniejszej maści. Czy popadanie w samozachwyt, nie przysłania nam jednak pełnego obrazu sytuacji? Warto też czasem zwrócić uwagę na to wszystko, co jednak nie przetrwało do dziś. A wbrew pozorom, trochę tego też się uzbierało.
Wielkie rzeczy, których już nie ma
Zadumajmy się więc dziś nad losem całej masy różnorakich obiektów, którym nie dane było ocaleć do naszych czasów. Odruchowo krakowianie są w stanie wymienić na szybko kilka klasycznych przykładów: ratusz, mury obronne, kościół Wszystkich Świętych, może jeszcze kościół św. Szczepana i św. Ducha, wraz ze szpitalem. Tymczasem lista ta jest znacznie dłuższa. Gdy człowiek nad tym przysiądzie, to wychodzi ona zatrważająco wręcz długa. Nie jest bowiem tak, że pod Wawelem nigdy nic nie niszczono i nie wyburzano. Że Kraków zastygł nagle w jakimś ostatecznym, skończonym, doskonałym kształcie. Nawet jeśli (czasem) udawało się uniknąć “niechcianych” zniszczeń w wyniku np. wojen, czy innych kataklizmów, to dochodzą do tego zniszczenia…celowe. Wynikłe po prostu z naturalnego rozwoju naszego miasta i związanej z tym wymiany jego zabudowy. Na owe zniszczenia, pewne wpływy miały też aktualne prądy polityczne, bieżące mody na różne zjawiska, zmieniające się systemy gospodarcze i społeczne.
Znikające kościoły
Choć Kraków słynie z wielkiej ilości historycznych kościołów, to i tak mnóstwo z nich nie dotrwało do naszych dni. Z nieistniejących świątyń, przynajmniej kilkanaście miało metrykę jeszcze średniowieczną. Poza wspomnianymi wyżej, były to m.in. kościół św. Marii Magdaleny, św. św. Macieja i Mateusza, św. Jadwigi z klasztorem bożogrobców, św. Wawrzyńca, św. Jakuba, św. Piotra na Garbarach, św. Leonarda, czy też w zasadzie wszystkie - poza jednym - kościoły dawnego Kleparza. Ponadto wyburzeniu uległo szereg świątyń z późniejszych czasów, głównie barokowych, jak choćby: św. Michała z klasztorem karmelitów bosych, tzw. “Żłobek” bernardynów na ul. św. Jana, kościół św. Urszuli ze szpitalem bonifratrów tamże, kościoły św. Scholastyki, św. Sebastiana i inne. A mówimy tu wyłącznie o centrum dzisiejszego Krakowa, nie rozwodząc się nawet nad obiektami zlokalizowanymi na całym obszarze dzisiejszego miasta. A gdzie Wawel? Kiedyś wzgórze było gęsto zabudowane, funkcjonowało tu praktycznie całe miasteczko z licznymi domami, pałacami, świątyniami… Niemal nic z tego dziś już nie istnieje. Na Wawelu wyburzono większość(!) pierwotnie stojącej tu zabudowy. Ocalały na szczęście obiekty najważniejsze: zamek z katedrą i trochę murów obronnych. Ale właściwie nic ponad to.
Mury, pałace, wagi i inne.
Nie ma już dziś historycznego ratusza i większości średniowiecznych fortyfikacji. Zgodnie z ówczesnymi trendami, z obu tych zabytków zostawiono na pamiątkę jedynie“ogryzki”: samotną wieżę i krótki odcinek murów. Zniszczeniu uległo siedem pozostałych bram miejskich, oraz kilkadziesiąt baszt. Zasadniczo podobny los spotkał mury Kazimierza, ratusz kleparski, rurmus, szkołę Mariacką, szkołę św. Floriana, kopiec Esterki, przykościelne cmentarze, historyczne bursy uniwersyteckie, Wielką i Małą Wagę, zbór ewangelicki “Bróg”, browar królewski, spichlerz miejski (przy ratuszu), czy też tzw. Most Sierakowskiego na Prądniku. Nie przetrwała znaczna część wspaniałych rezydencji z czasów stołecznej świetności: królewski pałac letni w Łobzowie, pałac biskupów na Prądniku, myśliwski zameczek zwany “Ochodza”, pałac prymasowski u stóp Wawelu, “Malowany Dwór” Tęczyńskich i wiele, wiele innych. Już na pocz. XX wieku rozebrano pałacyk Wodzickich na Podwalu, wraz z tzw. basztą Kościuszki. Niszczącym modernizacjom nie oparł się niemal żaden staropolski dom mieszczański - dziś tylko dawne ryciny dają nam jako takie pojęcie, jak wyglądały kamienice dawnego Krakowa. Większość z nich posiadała fikuśne attyki, które stanowiły jedna z wizytówek, cech charakterystycznych zabudowy naszego miasta. Gdzie to wszystko dzisiaj jest?
Utracone dziedzictwo XIX wieku.
Lista zniszczeń nie kończy się bynajmniej na okresie staropolskim. Nie będzie nam dane już zobaczyć także wielu elementów dziedzictwa, które pochodziło już np. z wieku XIX. Nie istnieje ikona architektury secesyjnej, jaką stanowił pawilon kawiarni Drobnerów przy Plantach (tam gdzie dziś Bunkier Sztuki). Przepadł malowniczy III Most na przedłużeniu ul. Starowiślnej. Rozebrano okazałą willę Rożnowskich na Dębnikach - naprzeciw Wawelu. Pierwotną formę utraciły np. budynek Poczty Głównej, kompleks kilku najokazalszych kamienic przy Basztowej, czy też słynny Dom Egipski. Zniszczono w większości miejskie rogatki, odwach, podgórską halę targową, drewniane kościółki na Dębnikach, czy Prądniku Czerwonym. Bez ceregieli uporano się z dziedzictwem przemysłowym Krakowa: miejską rzeźnią, zakładami Zieleniewskiego, Solvayem, historyczną drukarnią Anczyca, młynami Barucha, Dolnym Młynem na Krupniczej, znaczną częścią zabudowań kolejowych, czy najciekawszymi obiektami gazowni.
Świadectwo fortów, obiektów żydowskich i dworków...
A pozostałości C.K.Twierdzy Kraków? Ileż fortów rozebrano! Reszta zaś w większości dogorywa. Zaś w ostatnich latach przepadły też ostatnie wojskowe ujeżdżalnie. Ginie do reszty podmiejska zabudowa np. Krowodrzy. Na naszych oczach zlikwidowano (i tak po prostu zabudowano) dawny Miejski Park Sportowy przy Błoniach. Nigdy nie zrekostruowano (zniszczonych przez Niemców) Żydowskiego Domu Przedpogrzebowego przy Jerozolimskiej, czy synagogi Na Górce przy Szerokiej. Zdewastowano za to inne obiekty dziedzictwa starozakonnych, jak np. dom modlitwy przy ul. św. Agnieszki. Rozebrano lub przekształcono całą masę domów i dworków w całym mieście. Jak to możliwe, że - nie tak znowu dawno temu - bez echa zniknął dworek prezydenta Lea na Bonarce, dworek w Płaszowie, czy też dworek Dettloffów przy Wileńskiej? Ile obiektów zdewastowano w trakcie tzw. modernizacji - oprócz rozmaitych inwestorów prywatnych, niechlubny prym wiodą tu instytucje publiczne, np. UJ - wystarczy rzut oka na DS “Żaczek”, czy wspomnienie niedawnej afery ze zniszczeniem ciekawej dekoracji w stołówce “Piasta”.
Co z ruchomościami?
Proszę nam wierzyć lub nie, ale wszystko co napisane powyżej to jedynie wycinek, takie czysto ogólne zarysowanie problemu. A przecież nie samą architekturą człowiek żyje. Z innego typu obiektów zdecydowanie najbardziej szkoda choćby naszych regaliów, czyli insygniów koronacyjnych. Utraciliśmy je wraz z wolnością, pod koniec XVIII wieku. Długo podtrzymywano legendę, że gdzieś przetrwały - dobrze ukryte. Jednak dziś już wiemy, że nie istnieją.
Nieznany za to jest los słynnego Portretu Młodzieńca pędzla Rafaela Santi z Muzeum Czartoryskich. Pozostaje on najcenniejszym dziełem z polskich zbiorów, które nigdy nie wróciło na swoje miejsce. Ekscytujemy się wystrojem wawelskiego zamku, tymczasem w większości to luźny zbiór przedmiotów, niekoniecznie związanych z dziejami tego miejsca. Nabywano je (i nadal się je nabywa), by wypełnić czymś pustkę, którą świeciły zamkowe mury po okresie wojen i rozbiorów. Do oryginałów należą m.in. arrasy i słynne “głowy wawelskie”. Ale znów: kolekcja arrasów - choć znakomita - nie dotrwała w całości. Część przepadła, inne uległy rozproszeniu, czy też dewastacji (przypominała o tym niedawna wystawa). A wspomniane głowy? Nie jest wiedzą powszechną, że do dziś ocalała jedynie garstka oryginałów - konkretnie 30. Bezpowrotnie straciliśmy zaś ich…164!
Wielki pożar w 1850 roku, w mgnieniu oka obrócił w perzynę spory kawałek średniowiecznego miasta. U dominikanów, wraz z resztą wyposażenia, zniszczeniu uległ np. nagrobek Leszka Czarnego. U franciszkanów najcenniejszy był ołtarz główny i niesamowite - podobno - stalle, wykładane masą perłową. Nigdy nie wróciło też do Krakowa mnóstwo przedmiotów zrabowanych przez Szwedów - dobrze przynajmniej, że są one w ich ojczyźnie i bezpieczne i w pełni dostępne dla naszych badaczy. Gorzej ze skarbami, które spod Wawelu trafiły gdzie indziej. W międzywojniu udało się uzyskać nieco rewindykowanych dóbr z ze zbiorów rosyjskich (właśnie m.in. rzeczone arrasy). Jestem jednak niemal pewien, że w moskiewskich - a szczególnie petersburskich - magazynach i archiwach, jest znacznie więcej tego typu okazów, o których nawet nie mamy pojęcia.
Sami sobie gotujemy ten los
Włos się jeży na głowie, gdy zastanowimy się nad tym, ile wszelkiego dobra utraciliśmy. I to w Krakowie - mieście nieźle w sumie przecież zachowanym. Niewiele brakło, a lista ta byłaby jeszcze szersza. Ileż czasu pochłonęła walka o nie wyburzanie Krzysztoforów? Ile zakusów było na zabudowanie powierzchni Błoń? Albo kościół św. Katarzyny - ten monumentalny gmach, był już praktycznie przygotowywany do prac rozbiórkowych. Konstatacja jest następująca i raczej niewesoła: nasze dziedzictwo uszczupliliśmy poniekąd naszymi własnymi rękami. Znaczna część obiektów (a przynajmniej dzieł architektury), nie została zniszczona przez “obcych” - Austriaków, Niemców, czy innych. Większość z nich zburzyliśmy sobie my sami, w ramach “porządkowania” i “upiększania” Krakowa. Czyli po prostu w toku naturalnej ewolucji miasta.
Mimo to i tak korzystnie wyróżniamy się w tej kwestii na tle reszty Polski. Zresztą, spójrzmy na to z innej strony - a któżby to wszystko utrzymywał? Mówię całkiem serio. Ile pieniędzy pochłaniają te zabytki, które mamy? Wyobrażamy sobie koszt posiadania kolejnych kilkunastu przynajmniej średniowiecznych kościołów? Albo jak zagospodarować ocalałe baszty miejskie i to w tak dużej liczbie? Ile lat trwało kompleksowe odnowienie tego kawałka murów, który nam do dziś został - a co z resztą? Nie ma pieniędzy (ani nawet pomysłu) na poaustriackie forty, a nagle poradzono by sobie z basztami? To wszystko daje do myślenia. Czy Kraków zwyczajnie udźwignąłby jeszcze więcej zabytków, niż już ma?
❤️
Będzie nam miło, gdy postawisz nam kawę. - https://buycoffee.to/ciekawikrakowa
Więcej archiwalnych tekstów na naszej stronie: https://ciekawikrakowa.pl/spis-tresci-bloga/