Ciekawi Krakowa

Ciekawi Krakowa Zapraszamy na zwiedzanie Krakowa z licencjonowanym przewodnikiem!

Minione wieki, pozostawiły po sobie w Krakowie ogrom dziedzictwa i to najprzeróżniejszej maści. Czy popadanie w samozach...
11/02/2024

Minione wieki, pozostawiły po sobie w Krakowie ogrom dziedzictwa i to najprzeróżniejszej maści. Czy popadanie w samozachwyt, nie przysłania nam jednak pełnego obrazu sytuacji? Warto też czasem zwrócić uwagę na to wszystko, co jednak nie przetrwało do dziś. A wbrew pozorom, trochę tego też się uzbierało.

Wielkie rzeczy, których już nie ma

Zadumajmy się więc dziś nad losem całej masy różnorakich obiektów, którym nie dane było ocaleć do naszych czasów. Odruchowo krakowianie są w stanie wymienić na szybko kilka klasycznych przykładów: ratusz, mury obronne, kościół Wszystkich Świętych, może jeszcze kościół św. Szczepana i św. Ducha, wraz ze szpitalem. Tymczasem lista ta jest znacznie dłuższa. Gdy człowiek nad tym przysiądzie, to wychodzi ona zatrważająco wręcz długa. Nie jest bowiem tak, że pod Wawelem nigdy nic nie niszczono i nie wyburzano. Że Kraków zastygł nagle w jakimś ostatecznym, skończonym, doskonałym kształcie. Nawet jeśli (czasem) udawało się uniknąć “niechcianych” zniszczeń w wyniku np. wojen, czy innych kataklizmów, to dochodzą do tego zniszczenia…celowe. Wynikłe po prostu z naturalnego rozwoju naszego miasta i związanej z tym wymiany jego zabudowy. Na owe zniszczenia, pewne wpływy miały też aktualne prądy polityczne, bieżące mody na różne zjawiska, zmieniające się systemy gospodarcze i społeczne.

Znikające kościoły

Choć Kraków słynie z wielkiej ilości historycznych kościołów, to i tak mnóstwo z nich nie dotrwało do naszych dni. Z nieistniejących świątyń, przynajmniej kilkanaście miało metrykę jeszcze średniowieczną. Poza wspomnianymi wyżej, były to m.in. kościół św. Marii Magdaleny, św. św. Macieja i Mateusza, św. Jadwigi z klasztorem bożogrobców, św. Wawrzyńca, św. Jakuba, św. Piotra na Garbarach, św. Leonarda, czy też w zasadzie wszystkie - poza jednym - kościoły dawnego Kleparza. Ponadto wyburzeniu uległo szereg świątyń z późniejszych czasów, głównie barokowych, jak choćby: św. Michała z klasztorem karmelitów bosych, tzw. “Żłobek” bernardynów na ul. św. Jana, kościół św. Urszuli ze szpitalem bonifratrów tamże, kościoły św. Scholastyki, św. Sebastiana i inne. A mówimy tu wyłącznie o centrum dzisiejszego Krakowa, nie rozwodząc się nawet nad obiektami zlokalizowanymi na całym obszarze dzisiejszego miasta. A gdzie Wawel? Kiedyś wzgórze było gęsto zabudowane, funkcjonowało tu praktycznie całe miasteczko z licznymi domami, pałacami, świątyniami… Niemal nic z tego dziś już nie istnieje. Na Wawelu wyburzono większość(!) pierwotnie stojącej tu zabudowy. Ocalały na szczęście obiekty najważniejsze: zamek z katedrą i trochę murów obronnych. Ale właściwie nic ponad to.

Mury, pałace, wagi i inne.

Nie ma już dziś historycznego ratusza i większości średniowiecznych fortyfikacji. Zgodnie z ówczesnymi trendami, z obu tych zabytków zostawiono na pamiątkę jedynie“ogryzki”: samotną wieżę i krótki odcinek murów. Zniszczeniu uległo siedem pozostałych bram miejskich, oraz kilkadziesiąt baszt. Zasadniczo podobny los spotkał mury Kazimierza, ratusz kleparski, rurmus, szkołę Mariacką, szkołę św. Floriana, kopiec Esterki, przykościelne cmentarze, historyczne bursy uniwersyteckie, Wielką i Małą Wagę, zbór ewangelicki “Bróg”, browar królewski, spichlerz miejski (przy ratuszu), czy też tzw. Most Sierakowskiego na Prądniku. Nie przetrwała znaczna część wspaniałych rezydencji z czasów stołecznej świetności: królewski pałac letni w Łobzowie, pałac biskupów na Prądniku, myśliwski zameczek zwany “Ochodza”, pałac prymasowski u stóp Wawelu, “Malowany Dwór” Tęczyńskich i wiele, wiele innych. Już na pocz. XX wieku rozebrano pałacyk Wodzickich na Podwalu, wraz z tzw. basztą Kościuszki. Niszczącym modernizacjom nie oparł się niemal żaden staropolski dom mieszczański - dziś tylko dawne ryciny dają nam jako takie pojęcie, jak wyglądały kamienice dawnego Krakowa. Większość z nich posiadała fikuśne attyki, które stanowiły jedna z wizytówek, cech charakterystycznych zabudowy naszego miasta. Gdzie to wszystko dzisiaj jest?

Utracone dziedzictwo XIX wieku.

Lista zniszczeń nie kończy się bynajmniej na okresie staropolskim. Nie będzie nam dane już zobaczyć także wielu elementów dziedzictwa, które pochodziło już np. z wieku XIX. Nie istnieje ikona architektury secesyjnej, jaką stanowił pawilon kawiarni Drobnerów przy Plantach (tam gdzie dziś Bunkier Sztuki). Przepadł malowniczy III Most na przedłużeniu ul. Starowiślnej. Rozebrano okazałą willę Rożnowskich na Dębnikach - naprzeciw Wawelu. Pierwotną formę utraciły np. budynek Poczty Głównej, kompleks kilku najokazalszych kamienic przy Basztowej, czy też słynny Dom Egipski. Zniszczono w większości miejskie rogatki, odwach, podgórską halę targową, drewniane kościółki na Dębnikach, czy Prądniku Czerwonym. Bez ceregieli uporano się z dziedzictwem przemysłowym Krakowa: miejską rzeźnią, zakładami Zieleniewskiego, Solvayem, historyczną drukarnią Anczyca, młynami Barucha, Dolnym Młynem na Krupniczej, znaczną częścią zabudowań kolejowych, czy najciekawszymi obiektami gazowni.

Świadectwo fortów, obiektów żydowskich i dworków...

A pozostałości C.K.Twierdzy Kraków? Ileż fortów rozebrano! Reszta zaś w większości dogorywa. Zaś w ostatnich latach przepadły też ostatnie wojskowe ujeżdżalnie. Ginie do reszty podmiejska zabudowa np. Krowodrzy. Na naszych oczach zlikwidowano (i tak po prostu zabudowano) dawny Miejski Park Sportowy przy Błoniach. Nigdy nie zrekostruowano (zniszczonych przez Niemców) Żydowskiego Domu Przedpogrzebowego przy Jerozolimskiej, czy synagogi Na Górce przy Szerokiej. Zdewastowano za to inne obiekty dziedzictwa starozakonnych, jak np. dom modlitwy przy ul. św. Agnieszki. Rozebrano lub przekształcono całą masę domów i dworków w całym mieście. Jak to możliwe, że - nie tak znowu dawno temu - bez echa zniknął dworek prezydenta Lea na Bonarce, dworek w Płaszowie, czy też dworek Dettloffów przy Wileńskiej? Ile obiektów zdewastowano w trakcie tzw. modernizacji - oprócz rozmaitych inwestorów prywatnych, niechlubny prym wiodą tu instytucje publiczne, np. UJ - wystarczy rzut oka na DS “Żaczek”, czy wspomnienie niedawnej afery ze zniszczeniem ciekawej dekoracji w stołówce “Piasta”.

Co z ruchomościami?

Proszę nam wierzyć lub nie, ale wszystko co napisane powyżej to jedynie wycinek, takie czysto ogólne zarysowanie problemu. A przecież nie samą architekturą człowiek żyje. Z innego typu obiektów zdecydowanie najbardziej szkoda choćby naszych regaliów, czyli insygniów koronacyjnych. Utraciliśmy je wraz z wolnością, pod koniec XVIII wieku. Długo podtrzymywano legendę, że gdzieś przetrwały - dobrze ukryte. Jednak dziś już wiemy, że nie istnieją.

Nieznany za to jest los słynnego Portretu Młodzieńca pędzla Rafaela Santi z Muzeum Czartoryskich. Pozostaje on najcenniejszym dziełem z polskich zbiorów, które nigdy nie wróciło na swoje miejsce. Ekscytujemy się wystrojem wawelskiego zamku, tymczasem w większości to luźny zbiór przedmiotów, niekoniecznie związanych z dziejami tego miejsca. Nabywano je (i nadal się je nabywa), by wypełnić czymś pustkę, którą świeciły zamkowe mury po okresie wojen i rozbiorów. Do oryginałów należą m.in. arrasy i słynne “głowy wawelskie”. Ale znów: kolekcja arrasów - choć znakomita - nie dotrwała w całości. Część przepadła, inne uległy rozproszeniu, czy też dewastacji (przypominała o tym niedawna wystawa). A wspomniane głowy? Nie jest wiedzą powszechną, że do dziś ocalała jedynie garstka oryginałów - konkretnie 30. Bezpowrotnie straciliśmy zaś ich…164!

Wielki pożar w 1850 roku, w mgnieniu oka obrócił w perzynę spory kawałek średniowiecznego miasta. U dominikanów, wraz z resztą wyposażenia, zniszczeniu uległ np. nagrobek Leszka Czarnego. U franciszkanów najcenniejszy był ołtarz główny i niesamowite - podobno - stalle, wykładane masą perłową. Nigdy nie wróciło też do Krakowa mnóstwo przedmiotów zrabowanych przez Szwedów - dobrze przynajmniej, że są one w ich ojczyźnie i bezpieczne i w pełni dostępne dla naszych badaczy. Gorzej ze skarbami, które spod Wawelu trafiły gdzie indziej. W międzywojniu udało się uzyskać nieco rewindykowanych dóbr z ze zbiorów rosyjskich (właśnie m.in. rzeczone arrasy). Jestem jednak niemal pewien, że w moskiewskich - a szczególnie petersburskich - magazynach i archiwach, jest znacznie więcej tego typu okazów, o których nawet nie mamy pojęcia.

Sami sobie gotujemy ten los

Włos się jeży na głowie, gdy zastanowimy się nad tym, ile wszelkiego dobra utraciliśmy. I to w Krakowie - mieście nieźle w sumie przecież zachowanym. Niewiele brakło, a lista ta byłaby jeszcze szersza. Ileż czasu pochłonęła walka o nie wyburzanie Krzysztoforów? Ile zakusów było na zabudowanie powierzchni Błoń? Albo kościół św. Katarzyny - ten monumentalny gmach, był już praktycznie przygotowywany do prac rozbiórkowych. Konstatacja jest następująca i raczej niewesoła: nasze dziedzictwo uszczupliliśmy poniekąd naszymi własnymi rękami. Znaczna część obiektów (a przynajmniej dzieł architektury), nie została zniszczona przez “obcych” - Austriaków, Niemców, czy innych. Większość z nich zburzyliśmy sobie my sami, w ramach “porządkowania” i “upiększania” Krakowa. Czyli po prostu w toku naturalnej ewolucji miasta.

Mimo to i tak korzystnie wyróżniamy się w tej kwestii na tle reszty Polski. Zresztą, spójrzmy na to z innej strony - a któżby to wszystko utrzymywał? Mówię całkiem serio. Ile pieniędzy pochłaniają te zabytki, które mamy? Wyobrażamy sobie koszt posiadania kolejnych kilkunastu przynajmniej średniowiecznych kościołów? Albo jak zagospodarować ocalałe baszty miejskie i to w tak dużej liczbie? Ile lat trwało kompleksowe odnowienie tego kawałka murów, który nam do dziś został - a co z resztą? Nie ma pieniędzy (ani nawet pomysłu) na poaustriackie forty, a nagle poradzono by sobie z basztami? To wszystko daje do myślenia. Czy Kraków zwyczajnie udźwignąłby jeszcze więcej zabytków, niż już ma?

❤️
Będzie nam miło, gdy postawisz nam kawę. - https://buycoffee.to/ciekawikrakowa

Więcej archiwalnych tekstów na naszej stronie: https://ciekawikrakowa.pl/spis-tresci-bloga/

Kontynuujemy dziś temat z zeszłego tygodnia, czyli szukamy odpowiedzi na pytanie: jak to się stało, że w Krakowie mamy d...
28/01/2024

Kontynuujemy dziś temat z zeszłego tygodnia, czyli szukamy odpowiedzi na pytanie: jak to się stało, że w Krakowie mamy dziś aż tyle zabytków?

Czasy zaborów

Po upadku Rzeczypospolitej w końcówce XVIII wieku, zostaliśmy pozbawieni własnej państwowości. Zostało nam po niej jednak nie tylko samo wspomnienie, ale i coś w sferze materialnej - pamiątki przeszłości. Nie od razu wszyscy zrozumieli ich rolę i znaczenie. Wobec nieciekawej teraźniejszości (chociaż ona zwykle wydaje się nam nieciekawa), zaczęto jednak spoglądać ku czasom minionym. “Przeszłość - Przyszłości” - jak głosi dewiza Muzeum Czartoryskich (założonego przecież mniej więcej w tamtym okresie, choć wówczas jeszcze daleko od grodu Kraka).

Stopniowo zwracano ku zabytkom coraz baczniejszą uwagę, a Kraków był tu jednym z pionierów. Niewątpliwie dużą rolę w tym odegrała ponadprzeciętna ilość nagromadzonego pod Wawelem dziedzictwa. Pochodzącego w dodatku z czasów największej świetności naszego kraju. Bo gdzież szukać śladów minionej chwały, jeśli nie w historycznej stolicy? Co światlejsi obywatele zaczęli stopniowo zdawać sobie sprawę, że mamy więc oto w Krakowie bardzo przyzwoite przykłady historycznej architektury. Często wcale nie gorsze niż gdzie indziej w Europie.

Początki dbania o zabytki

Jednym z prekursorów idei ochrony pomników z czasów minionej świetności, był Artur hr. Potocki. Właściciel pałacu Pod Baranami otwarcie sarkał na stan w jakim znajdowało się nasze miasto i jego dziedzictwo. Kraków był biedny; historyczne budowle się sypały, odpadał z nich tynk, mury były zawilgocone, stropy przegniłe. Pamiątkom przeszłości groziła zagłada.

W 1825 roku Potocki apelował: “Otoczeni pomnikami czasów świetnych jesteśmy odpowiedzialni za ich utrzymanie, a nawet ozdobę”. Właśnie: odpowiedzialni. Dostrzegał on w “starożytnych gmachach” nie rupiecie, lecz coś czym wypada się zaopiekować. I w dodatku powinno to być naszym obowiązkiem. To było zupełnie nowe podejście do sprawy. Dawniej, jeśli budowla nie odpowiadała aktualnym gustom, po prostu ją przebudowywano, bądź wyburzano i stawiano nową (jeśli oczywiście były na to środki i chwilowo nie było bardziej palących potrzeb). Teraz jednak zainteresowanie wzbudziła możliwość zachowania tego co posiadamy i to w formie takiej, jaka dotrwała do naszych dni. A przynajmniej mniej więcej w takiej. W praktyce różnie z tym potem bywało, ale chodzi tu o sam przełom w myśleniu.

Zaczęliśmy od badania zabytków.

Żeby chronić zabytki, najpierw należało jednak z grubsza rozeznać się w samej materii. Zadać sobie pytanie: z czym my bowiem właściwie mamy do czynienia? Dziś sięgamy po książkę albo odpalamy internet i sprawdzamy: aha - to jest z wieku XII, a to zbudował Bartolomeo Berrecci. Ale ktoś to wiedzę najpierw musiał zdobyć jako pierwszy, a potem usystematyzować. Nikt jej nie przekazywał z pokolenia na pokolenie, do tego wszystkiego trzeba było dopiero ustalić metodą żmudnych dociekań. Przykładowo długo mylnie zakładano, że renesansowe attyki i loggie Sukiennic pochodzą z czasów Kazimierza Wielkiego. Skoro on wzniósł ten gmach (o tym akurat pamiętano), to jego kształt musi przecież pochodzić z tamtych czasów! Później dopiero wyszła na jaw - jakże okrutna - prawda. Okazało się że to jednak inna epoka, że ten obiekt był przekształcany, że były różne style itd.

Najwspanialszy badacz Krakowa

Na fali zainteresowania reliktami przeszłości, zaczęto więc teraz patrzeć na nie pod kątem naukowym. Jednym z najbardziej zasłużonych badaczy krakowskich zabytków był Ambroży Grabowski. Jako pierwszy skreślił pionierskie, zbiorowe opracowanie miejscowych “starożytności”, jak je wówczas określano. Rozbudził zainteresowanie przeszłością Krakowa, popularyzował wiedzę na ten temat. To on odkrył nazwisko twórcy wspaniałego ołtarza głównego w kościele Mariackim. Wcześniej było to dzieło anonimowe, a nazwisko Wit Stwosz nikomu nie mówiło absolutnie nic. A z jakim zaskoczeniem doszli ówcześni krakusi do wniosku, że Rynek Główny jest prawdopodobnie (dziś już wiemy to na 100 procent) jednym z bardziej unikatowych placów w Europie! To są jedynie przykłady, ale pokazujące skalę wyzwań przed jakimi stanęli pierwsi miłośnicy ojczystych zabytków. Nad każdym budynkiem, epitafium, malowidłem, omszałym rękopisem ktoś musiał pochylić się jako pierwszy.

Nie wszystkim podobało się dbanie o dziedzictwo

Nie znaczy to wszakże, że wszyscy nagle z automatu docenili znaczenie dziedzictwa przeszłości. Owszem, taki np. Józef Brodowski chodził po mieście i utrwalał w swym szkicowniku odchodzące w niebyt, wiekowe budowle. Ale szybko wykrystalizowała się też frakcja tzw. “burzymurków”. Byli oni zdania, że owe starocie nie są wcale wiele warte i tylko przeszkadzają w rozwoju i modernizacji miasta. Wyśmiewali czcicieli zabytków, którzy - ich zdaniem - najchętniej zakonserwowaliby wszystko jak leci, gdyż oto np. “tu, pod tą gruszką drzemał Kościuszko”. Albo pytali: “Za czyje pieniądze chcecie odbudować te rudery?” A była to kwestia z gatunku tych, nad którymi tradycyjnie oszczędni krakowianie, musieli się istotnie zastanowić.

Klasycznym przykładem sporu była walka o zachowanie murów obronnych, czy (już dużo później) kościoła i szpitala św. Ducha. Długo namyślano się też co zrobić z wieżą, która pozostała po rozebranym ratuszu - zostawić, usunąć, przebudować? Do pewnych spraw nie podchodzono zbyt rygorystycznie i jeśli nie umiano (bądź nie chciano) utrwalić budynku w dotychczasowym kształcie, decydowano się na przebudowę.

Co dzisiaj by nie przeszło?

Znów za przykład mogą posłużyć tu Sukiennice. Ich renowacja z lat 1875-79 zapewne pozwoliła ocalić ten walący się już gmach od zagłady (jak najbardziej postulowano m.in. całkowite usunięcie tej “zawalającej Rynek stodoły”). Nie da się jednak ukryć, że z dzisiejszego punktu widzenia była to przebudowa i to radykalna. Dziś takie coś by nie przeszło - wówczas wierzono jednak, że prace są prowadzone w dobrej wierze. Innym budynkom - w imię źle pojętej (acz popularnej wówczas) idei “jedności stylu” - próbowano nadawać kształt, którego nigdy nie miały. Skoro coś było oryginalnie gotyckie, to co robią tu różne renesansowe i barokowe detale? Usuwano je więc i w zamian swobodnie dodawano inne, “bardziej pasujące” (np. neogotycka restauracja Collegium Maius przez Karola Kremera). Drogi do utrwalenia krakowskiego dziedzictwa i przekazania go następnym pokoleniom były więc kręte. Ale w zasadzie podobnie było i w każdej innej dziedzinie ludzkiej działalności. Nie od razu Kraków zakonserwowano.

Co nie było kiedyś traktowane jako zabytek?

A już na pewno nie zakonserwowano go od razu w całości. Początkowo nie wszystko bowiem uznano za godne zachowania. W pierwszej kolejności dostrzeżono wartość jedynie w obiektach architektury monumentalnej - głównie sakralnej, ale doceniono też np. zamek na Wawelu. Wykaz budowli uznawanych za zabytkowe poszerzano dopiero stopniowo. Długo niczyjego zainteresowanie nie wzbudzała zabudowa mieszkalna. W czasie, gdy z pietyzmem już dbano o wiekowe kościoły, bezceremonialnie niszczono pochodzące z tych samych czasów kamienice - nadbudowywano je, usuwano attyki, skuwano portale. W efekcie dziś, mieszczańskie domy starego Krakowa są niestety w dużej mierze nieciekawe - przynajmniej z zewnątrz. Nudne, monotonne, klasycystyczne fasady nie odzwierciedlają prawdziwego wieku tych budowli, których mury przeważnie pamiętają średniowiecze. Jak pięknie i malowniczo mogły wyglądać kamieniczki naszego miasta, może uświadomić nam choćby wizyta w czeskiej Pradze. Eh, szkoda…

Olbrzymia ilość zachowanych w Krakowie zabytków, wynika ze splotu kilku czynników. Po pierwsze - jak już ustaliliśmy - wyjątkowo dużo ich tu nabudowano w czasach stołecznej świetności, gdy nasz gród był gęsto zaludniony i bogaty. Po wtóre, kluczowy był tu wiek XIX - byliśmy jednym z pierwszych polskich miast, w których dostrzeżono i doceniono zabytkową substancję. Dzięki temu dość wcześnie przystąpiono do - mniej lub bardziej udanych - prób jej zakonserwowania i tym samym ocalenia dla potomnych.

Czasy Galicji.

Niebagatelnym czynnikiem (być może nawet decydującym), była specyficzna sytuacja polityczna - najpierw Rzeczpospolita Krakowska, potem autonomiczna, liberalna Galicja. To dawało naszemu miastu pewne możliwości. W okresie narodowej niewoli Kraków wziął więc na siebie rolę duchowej stolicy kraju, serca ojczyzny, “gdzie kamień i okruch każdy jest Polską”. Pielgrzymowano tu z innych obszarów, jak do sanktuarium. Turyści z zaborów rosyjskiego i pruskiego mieli możność oglądania autentycznych obiektów z epoki Piastów i Jagiellonów. Ileż wzruszeń wywoływały u nich groby królewskie! Gdzież indziej można było coś takiego zobaczyć? Tutaj sprowadzano wspaniałe zbiory, których byt gdzie indziej był zagrożony - jak choćby kolekcja Czartoryskich (poszerzając zresztą i w ten sposób zasób krakowskich zabytków). Tak, posiadanie “Damy z Łasicą” paradoksalnie zawdzięczamy tylko i wyłącznie czasom austriackiej niewoli.

Krakowianie - uświadomiwszy sobie szczególne znaczenie swego miasta - podjęli się misji ochrony i rozpropagowania miejscowego dziedzictwa. Z braku przemysłu i ograniczenia innych możliwości rozwoju, postawili na jedna kartę: na przeszłość. Stanisław Tomkowicz pisał: “Jeśli w każdym innym mieście polskim pamiątki przeszłości stanowią jakby uboczną, dodatkową okrasę - w Krakowie (...) odgrywają rolę główną, nadają znamię miastu całemu, wywierają wpływ na wykształcenie, kierunek myśli i uczuć mieszkańców”.

Bieda czasem pomaga.

Nie bez znaczenia dla ilości zabytków pozostawał wreszcie fakt, iż w XIX wieku gród Kraka był miastem…zubożałym. Fala modernizacji, która objęła europejskie metropolie, raczej ominęła okolice Wawelu. Mawia się czasem, że to bieda zakonserwowała Kraków - i jest w tym wiele prawdy. Brak środków na inwestycje i rozwój zadecydował o tym, że nasze miasto zastygło w z grubsza pierwotnym kształcie. Zachowało swoja cenną substancję architektoniczną, ale też średniowieczną tkankę urbanistyczną. Nie było to oczywiste w bogatszych ośrodkach. A przecież z czasem poszerzano listę wartych zachowania obiektów o coraz młodsze “okazy” - te z XIX wieku, czy nawet całkiem współczesne. Dziś na liście zabytków jest nawet Nowa Huta i kompleks kina Kijów z hotelem Cracovia! Dodatkowo trzeba uwzględnić jakże specyficzne, lokalne uwarunkowania.

Pod zabytki podciąga się u nas rzeczy, które nikomu i nigdzie indziej nie przyszłyby nawet do głowy - jak np. historyczne miejskie pastwisko, czyli Błonia. Ale miał też Kraków po prostu łut szczęścia. W ciągu stuleci padał ofiarą licznych konfliktów zbrojnych - wcale nie rzadziej niż inne miasta. Ale jakimś niebywałym zrządzeniem losu, ominęły go fizyczne zniszczenia podczas I i II wojny światowej. To ten fakt w dużej mierze zadecydował o naszym wyobrażeniu Krakowa, jako miasta zabytkowego i dobrze zachowanego. A przecież mogło być różnie.

❤️
Będzie nam miło, gdy postawisz nam kawę. - https://buycoffee.to/ciekawikrakowa

Więcej archiwalnych tekstów na naszej stronie: https://ciekawikrakowa.pl/spis-tresci-bloga/

Kraków zabytkami stoi. To truizm tak oczywisty, że aż szkoda zużywać nań klawiatury. Takie rzeczy po prostu “się wie”. O...
21/01/2024

Kraków zabytkami stoi. To truizm tak oczywisty, że aż szkoda zużywać nań klawiatury. Takie rzeczy po prostu “się wie”. Oklepane slogany mają też jednak to do siebie, że nikt się nad nimi zbytnio nie zastanawia. Właśnie - zasadniczo to dlaczego w naszym mieście jest aż tyle zabytków?

Krótka odpowiedź

Jak to zwykle bywa, odpowiedź wcale znowu nie jest taka łatwa. Można wprawdzie zamknąć całą sprawę stwierdzeniem typu “nie interesuj się bo kociej mordki dostaniesz”, ale spróbujmy może jednak jakoś tą kwestię rozwinąć. Jest bowiem faktycznie Kraków pewnym fenomenem, zwłaszcza na tle innych miast Polski. W skali Europy też wypadamy wcale przyzwoicie. Nie należymy do najcięższej ekstraklasy (jak np. Rzym), ale nie mamy się w tej kwestii specjalnie czego wstydzić. Nie jest źle. Tym bardziej że żyjemy w miejscu, będącym przez wieki polem bitwy dla różnych, ścierających się ze sobą potęg. Jakim więc cudem tak wiele nam się tych pamiątek namnożyło? I aż tyle z nich przetrwało?

Dłuższa odpowiedź

Na pewno istotną rolę gra tu wiek naszego miasta. Kraków jest bezapelacyjnie jednym z największych, najważniejszych i najstarszych ośrodków osadniczych na ziemiach polskich. Istniał na długo przed “oficjalną” lokacją w 1257 roku. Siłą rzeczy historycznej zabudowy będzie tu więcej, niż w Łodzi, czy Stalowej Woli. Mimo wielokrotnych zniszczeń - wskutek wojen, pożarów, powodzi - zawsze coś przetrwało. A nawet jeśli wymagało odbudowy, to kilka stuleci po tejże odbudowie i tak przecież otrzymało status zabytku. Średniowieczne kościoły Bernardynów, czy św. Floriana zburzyli Szwedzi. Potem wzniesiono je od zera, jako “nowoczesne”, barokowe, ale i one dzisiaj są już zacnymi pomnikami historii.

A to, czego nie odbudowano, często przetrwało w ziemi. Fundamenty i piwnice historycznych budowli, fragmenty naczyń, ozdoby, monety, dawne narzędzia. Krakowski grunt kryje jeszcze multum tajemnic, choć i wiele też już odkopano. Masa ludzi, jaka przewinęła się przez Kraków w ciągu tylu wieków, zostawiła po sobie niezatarte piętno. Każde pokolenie coś budowało i produkowało, coś jadło, ubierało się, walczyło, modliło… I (mniej, lub bardziej świadomie) przekazało nam po tej działalności określone pamiątki. To wszystko jest składową naszego dziedzictwa, potwierdzeniem wielowiekowej metryki grodu Kraka. A problemem tutejszych muzeów nie są pustki na stanie, lecz właśnie przepełnione magazyny i stawanie przed trudnymi decyzjami: co pokazywać, a co - z braku miejsca - musi pozostać schowane.

Są miejsca starsze

Ale wielowiekowa historia Krakowa nie tłumaczy wszystkiego. Są bowiem ośrodki równie stare, z których jednak przetrwało niewiele. Los im nie sprzyjał. Pozostały po nich jedynie zagrzebane w ziemi relikty, zaś na wierzchu żółcą się pola rzepaku. O ich istnieniu dowiemy się przypadkiem, gdy podczas orki, traktor natrafi niechcący na jakieś znalezisko i zlecą się archeolodzy. Albo ludne niegdyś miasta, dziś są zapomnianymi, sennymi mieścinami. Kraków przetrwał. Historia była dla niego odrobinę łaskawsza. Ale - uczciwie trzeba przyznać - stanowi w pewnym sensie przykład szczególny. Czy się to komuś podoba, czy nie (nam się akurat podoba), miał Kraków wyjątkowe znaczenie. Był miastem ważniejszym niż inne, a status ten wynikał oczywiście z jego stołeczności.

Kraków - dawnym ośrodkiem władzy

Ośrodek władzy zawsze wyróżniał się ponadprzeciętną atrakcyjnością. Przyciągał rozmaitych interesantów, kupców, rzemieślników. A interesanci zajmowali się…interesami. Bogacili się. Zaś dobrobyt rozbudził pewne aspiracje i zachęcał do łożenia środków na rzeczy inne, niż zaspokajanie podstawowych potrzeb. Nasze miasto, miało więc do dyspozycji całe zastępy możnych mecenasów, którzy skupili wokół siebie artystów i “inwestowali w zabytki”.

Był król ze swą małżonką i dworem, byli urzędnicy państwowi, dostojnicy kościelni, zagraniczni dyplomaci (inne miasta stały tutaj na z góry przegranej pozycji). Był biskup krakowski, wpływowy i dysponujący potężnymi środkami finansowymi. Oni wszyscy budowali swoje siedziby miejskie i podmiejskie, zamawiali kolejne obrazy, klejnoty, gromadzili biblioteki. Zadawali sobie trud, by zatrudnić najlepszych dostępnych artystów. A ci, dobrze opłacani, w pocie czoła pracowali nad wystrojem nowych budowli - mających wszak głosić wszem i wobec chwałę, oraz dobry gust owych “inwestorów”. Zapewne nie zastanawiali się wówczas nad tym, że poszerzają zasób przyszłego dziedzictwa Krakowa. Z drugiej jednak strony niewątpliwie pragnęli, by ich “inwestycje” przetrwały jak najdłużej. Przecież na jednej z kamienic przy Floriańskiej, do dziś stoi jak b*k: “Żeby ten dom przetrwał w tak odległe lata, dopóki mrówka morza nie wypije, a żółw całego nie obejdzie świata”.

Stosownymi sentencjami dla potomnych, opatrzona jest też np. kaplica Zygmuntowska na Wawelu. Fundatorzy tych dzieł niewątpliwie chcieli, by przetrwały one dla następnych pokoleń. Zakładali, że ich budowle będą wieczne. Świadomie zwracali się do czytelnika z odległej - a jakże nieznanej - przyszłości. Apelowali o pamięć. I zapewne również poniekąd o to, by dbać o ich dziedzictwo.

Jak król Kazimierz Wielki dbał o zabytki?

Ba - skądinąd wiemy, że swoistą estymą dla pamiątek przeszłości kierował się choćby sam Kazimierz Wielki. Chodzi o przedromańską jeszcze, rotundę NMP na Wawelu. Zbudowana ona była “na pierwotny i starożytny sposób”. Był to jeden z najstarszych murowanych obiektów w Polsce i wyraźnie odbiegała stylem od rozpowszechnionego już gotyku. A jednak król, ostro inwestując na Wzgórzu, świadomie kazał zachować ją i to w pierwotnym kształcie. Nie “mimo”, że była stara, ale właśnie dlatego. Z szacunku dla dorobku przodków, polecił - że tak powiem - wciągnąć rotundę do ówczesnej ewidencji zabytków. Był to zabieg pionierski w historii naszego kraju. Tak, motywowany politycznie, ale nie ma to w tej chwili znaczenia. W trosce o zachowanie dziedzictwa dla potomnych, wszystkich przebił jednak autor innej kaplicy, który wprost umieścił na niej napis: “Niszczycielu tego dzieła bądź przeklęty!” To już jednak nie w Krakowie.

Skąd jednak zatem u nas taka mnogość zabytków? Otóż wszyscy chcieli się grzać w ciepełku monarszego dworu. To pozwalało uczestniczyć w miarę na bieżąco w życiu politycznym, towarzyskim, gospodarczym. I ogólnie - być blisko wszelakich konfitur. Punktem honoru dla każdej wpływowej rodziny, było więc mieć w Krakowie swą siedzibę - pałac, czy chociaż dwór. Magnaci sięgali więc do szkatuły, wykupywali grunty, budowali swe rezydencje i się tu po prostu osiedlali.

Inwestycje kościelne

Podobnie wyżsi duchowni, w tym prymas - wszyscy oni wznosili w stolicy swoje dodatkowe siedziby. Kraków słynął z licznych relikwii i powiązanych z miastem świętych. Mauzolea i sanktuaria przyciągały rzesze pielgrzymów. Nic też dziwnego w tym, że swoją krakowską filię pragnął mieć także każdy zakon. A chcieć, to móc - zakonnicy znajdywali sponsorów i sprowadzali się pod Wawel. I stawiali kolejne świątynie i klasztory. Wówczas nowoczesne, dziś zabytkowe.

W zasadzie każdy chciał po sobie coś zostawić. Kto mógł sobie na to pozwolić, budował kościół. Mniej zamożniejsi fundowali kaplice, albo chociaż ołtarz, epitafium, czy święty obrazek. Jak nie indywidualnie, to w ramach cechu lub bractwa. Mieszczanie zaś stawiali gustownie zdobione kamienice. Szczodrze też ze swej kiesy upiększali stołeczne kościoły - wystarczy rzut oka do wnętrza fary Mariackiej (czy Bożego Ciała), by się o tym przekonać. Miasto samo w sobie, też było inwestorem. Do jego funkcjonowania potrzebne były bowiem liczne obiekty - od siedziby jego władz począwszy, przez gmachy handlowe, po różnorakie budowle obronne. A w gęsto zabudowanej i zaludnionej metropolii, niektóre obiekty nawet się dublowały! W jej skład wchodziły bowiem przecież aż trzy miasta - a więc np. istniały trzy ratusze, dwa systemy murów obronnych itd. Przez wieki nagromadziło się więc nam trochę tego (przyszłego) dziedzictwa.

Uniwersytet i Miasto Żydowskie

A wyjątkowość Krakowa, przejawiała się jeszcze w jednej przynajmniej kwestii. Funkcjonowała tu wyższa uczelnia - przez długi okres w zasadzie jedyna, na rozległych ziemiach Rzeczypospolitej. A jak uczelnia to i należące do niej budynki. Collegium Maius, następnie Minus i Iuridicum. I cyk - już mamy następne zabytki na liście, w dodatku w skali kraju całkowicie unikalne! Ponadto bursy, czyli dawne akademiki, oraz zasoby przyszłej Biblioteki Jagiellońskiej. I świątynia uniwersytecka do tego.

A przecież jeszcze było Miasto Żydowskie na Kazimierzu z wyjątkowym zespołem synagog i innych obiektów o charakterze rytualnym. Gród Kraka miał więc naprawdę nieprzeciętne możliwości. Przyszłe zabytki mnożyły się, gdyż tu było silne środowisko zdolne je budować. I chętne by to czynić.

Oczywiście zabytki to nie jedynie przykłady dawnej architektury. To również nieprzebrana masa rzeźb, obrazów, nagrobków, tkanin (arrasy!), witraży, ksiąg, rękopisów. wyrobów kowalstwa i ciesielstwa artystycznego, dorobku snycerzy, jubilerów, iluminatorów Dzieł zarówno produkowanych na miejscu, jak i importowanych zza granicy, często na specjalne zamówienie. Czy jest osoba, która byłaby w stanie zliczyć skarby przechowywane w krakowskich muzeach, archiwach, bibliotekach i klasztornych skarbcach? Albo zbiory nagromadzone w prywatnych kolekcjach? Jeśli tak to ma u nas gwarantowane piwo i to duże. Wiemy już z grubsza skąd tyle wszelakiego dobra nagromadziło się pod Wawelem. Ale jakim cudem u licha, aż tyle z tego - mimo znaczących uszczupleń - przetrwało do dziś? I to w miejscu na mapie Europy, w którym coś takiego teoretycznie nie miało prawa się udać? Dużo by mówić. Dlatego więcej za tydzień.

❤️
Będzie nam miło, gdy postawisz nam kawę. - https://buycoffee.to/ciekawikrakowa

Więcej archiwalnych tekstów na naszej stronie: https://ciekawikrakowa.pl/spis-tresci-bloga/

Adres

Kraków

Telefon

+48517572763

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Ciekawi Krakowa umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Ciekawi Krakowa:

Udostępnij